Numerowane strony

Idę jeszcze po kawę, zanim zacznę spóźniony rozruch

26 października 2007

Illy - producent (może trafniej: marka?) kawy, przymierza sie do stworzenia ''kawy espresso gotowej do spożycia''. Taki news wyłapany dziś kątem oka.
Okazuje się, że to, co miałem za aberrację - jakieś kawy na mokro w pudełkach czy puszkach - to wielki rynek, wart 10 mld zielonych.

Nie wpadłbym na to, by espresso, które kojarzy się z całym ceremonialnym tańcem wokół ciśnieniowego ekspresu, zrobić gdzieś tam w anonimowej fabryce. Potem opylać ludziom po wielu dniach transportu i magazynowania. I to jako ekwiwalent świeżego, gorącego espresso.

No, ale ja nie pracuję w Coca-Coli. Któż bowiem miałby być partnerem illy w tej zabawie jak nie Cola?
Z drugiej strony - wybrzydzam jakbym był cholera wie jakim koneserem kawy. A w tym samym czasie dopijam ostatnie łyki zimnej już lury typu ''saszetka dwa w jednym''. Cokolwiek tam w tej Atlancie wymyślą, gorsze chyba nie będzie.


Read more...

Nie dorośliśmy

25 października 2007

Pogląd, że naród nie wie co czyni, nie jest calkiem nowy, ani oryginalny - czy ktoś pamięta, że posłanka Nowina-Konopczyna w połowie lat 90. skarżyła się, że wyborcy nie dorośli do wyboru właściwej opcji politycznej?
Za każdym razem jednak, gdy podobny pogląd pada, brzmi tak samo - porażająco - groteskowo.
I chyba za każdym razem zdradza, że ten, kto to mówi, co najmniej nie miałby nic przeciw autorytaryzmowi...

Pisarz z innej nieco epoki, ujął to tak:

"Rozwiązanie"

Po powstaniu 17 czerwca
Sekretarz Związku Literatów kazał rozdawać
W alei Stalina ulotki mówiące
Że naród zawiódł
Zaufanie rządu i odzyskać je może tylko
Podwójnie wytężoną pracą. Czy nie byłoby
Prościej, gdyby rząd rozwiązał
Naród i wybrał sobie inny?

Bertolt Brecht


Read more...

Rozładowane akumulatorki

23 października 2007

Ogólnonarodowy entuzjazm słabo mi się udziela. Poranne powitania ''Jak się masz w nowej Polsce?!”, mniej więcej od czwartego zaczęły wywoływać we mnie mdłości.
Żeby było jasne: zgadzam się, że stało się dobrze (uwaga dotyczy i frekwencji, i wyników). Tylko, że jeśli ktoś aktywnie, mocno przeżył narodowy entuzjazm po wyborach 1989, 1991 i 1997 roku - ale także (może przede wszystkim) rozczarowania zakończone wyborami w 1993, 1995 (te akurat to prezydenckie), 2001 - to nabiera dość fatalistycznego podejścia do rzeczywistości.




Umiarkowany ogląd Polski po 21 października przeczytałem - z życzliwością - tutaj , ale przemawia przeciw niemu stara prawda, że to zazwyczaj umiarkowani najmocniej dostają po dupie.


Jeśli więc udziela mi się czyjś nastrój, to najprędzej moich kotów. Jesień, wilgotne liście, mroźne fronty i wilgotne mgiełki. Nic, tylko spać:



Read more...

Psyche i soma jak po egzaminie na studiach

19 października 2007

...czyli popołudnie po spotkaniu z nie najłatwiejszym rozmówcą. Z pozoru spotkanie-marzenie: postać medialna, elokwentna, bywała w świecie. Rozmowa powinna sama nieść.
W zasadzie niosła, ale w powietrzu wisiała przez długi czas atmosfera wzajemnego ''macania sie'', badania z kim sie ma do czynienia. I- dalibóg - nie ja tę atmosferę wzbudzałem, bo po co? Żeby sobie skwasić połowę z nędznej godziny wyznaczonej mi na rozmowę?
Mój gość*) ma chyba taki odruch, że sprawdza. Wyniósł go ze środowiska, w które wdepnął. W efekcie zamiast rozmowy partnerów wyszła taka trochę 12-rundowa walka bokserska. Przez pierwsze sześć rund zawodnicy trochę niby tam boksowali ale bardziej uważali, by się nie dać trafić.


Teraz jestem po i czuję się właśnie jak po ważnym (czytaj - ostatecznym, poprawkowym) egzaminie: chce mi się spać, jestem rozbity. Nie dość, że rozmówca wpędził mnie w stan podwyższonej koncentracji, to sam też się zawczasu mobilizowałem, starannie przygotowywałem, szukałem w jego liczącej 370 stron opowieści-rzece niegłupich punktów zaczepienia do rozmowy.

A odpytywany na powitanie serwuje mi nonszalanckie: ''i jak, przejrzał pan książkę?''.
No, żesz ty...


------
*) Optuję twardo za określeniem gość, bo skoro na zakończenie rozmówca wstaje, funduje mi grabę, zgarnia swe rzeczy i pokazując na opróżnione naczynia rzuca: ''postawi mi pan tę herbatę?" - to chyba go ugościłem, prawda?


Read more...

Inteligentnie to nie zawsze tak samo

18 października 2007

Mała rzecz a cieszy. Zaczęło się od tego, że znajomy zadzwonił rankiem z prośbą o wyszukanie mu paru konkretnych tekstów w sieci. Potrzebował tego dość pilnie, czego nie krył.
W figlarnym nastroju spakowałem mu ten zestaw w jeden list gmailowy, opatrzony z głupia frant nagłówkiem niczym tekst dostawcy:
''Pan zamawiał pizzę z podwójnymi kaparami i napój orange?''. Oczywiście to, co było w środku wiadomości kompletnie nic wspólnego z kulinariami nie miało.


Po południu znajomy odpowiedział mi na wiadomość. Użył typowego ''Re:"' i nie wyciął mego oryginalnego nagłówka.
Jakie linki sponsorowane wygenerował mi Gmail w okienku przy tym liście?
No tak, zagadka nie była trudna...

Od Usposobienie fluktuanta


...ale skojarzenie łączące tak jednoznacznie zamawianie pizzy z singlami to śmiała koncepcja.

Read more...

Jak szaleć to szaleć

17 października 2007

Rzucamy się na głęboką wodę - pierwszą notkę na blogu zamierzam wrzucić za pośrednictwem maila.

Sztuka dla sztuki, rzecz jasna.
A i prawdopodobieństwo, że zginie to gdzieś w Kosmosie - znaczne.
No to jazda.

Read more...

  © Blogger templates Newspaper by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP