Numerowane strony

Na polskie Święto Niepodległości

11 listopada 2012


Read more...

Gdzie mnie znaleźć, jeśli nie tutaj

4 listopada 2012

Milczenie na tym blogu zbiegło się ze zwiększeniem mojej aktywności na Facebooku.
Poza standardowym profilem osobistym mam tam również stronę:
www.facebook.com/Lewandowski.page

Na niej reaguję na zagadnienia związane z mediami, prasą, codziennością. Moje posty przetykane są także anegdotami z życia redakcji.
Zachęcam do zapisania sobie powyższego adresu, może także do "zalajkowania" owej strony (o ile macie konta na FB; jeśli ich jednak nie macie - nadal zawartość owej strony będzie dla Was widoczna).

Jeśli miejsce mojej sieciowej aktywności znów ulegnie zmianie - poinformuję o tym.

Read more...

"Dziennikarz". Zawód wymierający a jednak wciąż kusi!

6 stycznia 2012

Na to ogłoszenie w serwisie z ogłoszeniami o pracę natknąłem się przed Bożym Narodzeniem. Choć ważność oferty wygasła, to nieprzemijająca wydaje mi się sama idea. I ileż gorzkiej satysfakcji może z tego czerpać ktoś, kto para się dziennikarstwem zawodowo!

Nagłówek brzmi: "Zdalne praktyki dziennikarskie".
W serwisie z ofertami pracy już samo to brzmi hucpiarsko. Ale w istocie jest jeszcze śmieszniej niż się spodziewacie.

Praktyki są "bezpłatne" - standard, prawda? Współcześnie każdy chce na miesiąc zwabić łosia, który tyra za wizję dobrego wpisu w CV. To tak pospolite, że szkoda byłoby o tym gadać.

Co trzeba robić? Przez miesiąc, z domu (bo przecież nikt nie chce oglądać na oczy swoich naiwnych wyrobników, a tym bardziej znajdować dla nich biurka i sprzęt) "stażyści" będą przeorywać internet w poszukiwaniu ciekawostek z rynku nieruchomości, przepisywać je własnymi słowami i wklepywać po angielsku na portal.

Dlaczego akurat z rynku nieruchomości? Bo "zdalne, bezpłatne praktyki" organizuje nie żadna redakcja, a zupełnie niedziennikarski portal nieruchomościowy. To znaczy - z dziennikarstwem łączą go 3 elementy:
- to, że jego strona główna pełna jest "niusików" zerżniętych bez podania źródła (i bez podpisów autora) z najróżniejszych mediów
- pan szef zapewnia: "Pracują dla nas najlepsi eksperci rynkowi, głównie doświadczeni dziennikarze i analitycy" [a nazwiska? NAZWISKA??]
- bezpłatni zdalni stażyści po miesiącu wklepywania wyczesanych z netu informacji, poza certyfikatem o ich odbyciu wyjdą także z "udoskonalonymi umiejętnościami dziennikarskimi i językowymi" (czytaj - aby coś doskonalić, trzeba to uprzednio mieć).




Licznik ofert złożonych przez chętnych błyskawicznie ruszył i szybko było to kilkadziesiąt aplikacji. OK, czasy są bardzo trudne, więc rozumiem, że ludzie przede wszystkim skusili się na mglistą i ostentacyjnie niekonkretną opcję "nawiązanie trwałej współpracy, z najlepszymi, od wiosny". To wszystko nic wesołego.
Ale uderzyło mnie, że przecież takich samych kandydatów, do tej samej roboty, udałoby się w obecnej sytuacji rynkowej pozyskać, pisząc uczciwie, że chodzi o mechaniczny research internetu. No - maksymalnie - copywriting.
Ale nie - z jakiegoś powodu portalowi Real Estate Monitor schlebia nazywanie tej amatorki "dziennikarstwem", wyrobników - "praktykantami dziennikarstwa", a korzyści z tego wyzysku - "doskonaleniem umiejętności dziennikarskich".

Więc jednak są poza branżą ludzie, którym słowo "dziennikarz" imponuje?!

PS.
Pomyślcie, jak fajnie byłoby przyjmować stażystów do gazety, a potem wydawać im "certyfikaty odbycia praktyk w zakresie inżynierii ruchu drogowego" (po wykonaniu paru telefonów do ZDM czy MZK) albo "zaświadczenia o nabyciu doświadczenia w analizach rynku kapitałowego" (po sporządzeniu tabelki z notowaniami giełdy).

Read more...

  © Blogger templates Newspaper by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP