Numerowane strony

Opowieści drogi

11 grudnia 2008

Jechałem do pracy, gdy zorientowałem się w pewnym momencie, że wprawdzie cały nadal jestem w tramwaju, ale moje myśli uciekły do jakiegoś innego miejsca.
Jakkolwiek dziwacznie może to brzmieć, to owym azylem, w którym akurat w taki dzień zachciało mi się znaleźć, byłoby jakieś middle of nowhere. Jakaś trasa samochodem przez jakieś nieznane mi jeszcze rejony kraju.

W połowie tej trasy postój na jakiejś sennej stacji benzynowej z barem. Tam jakaś nie najgorsza kawa, choćby i w tekturowym kubku; może kawałek jakiegoś ciasta. Spokojne krzepienie się kawą podczas spoglądania przez okno na mżawkę i jakieś przejeżdżające wozy. Potem znów w trasę. Jakoś tak.

No taaaak.... eskapizm w czystej postaci. A tu robić coś trzeba, działać, koniecznościom na przeciw wychodzić, nie uciekać [jak wywodzi Artysta] No dobra. To napiszę wreszcie tego maila, od tak dawna już wymyślanego.

Read more...

Dość nagła cisza

22 listopada 2008



Widok z ulubionego okna, w ulubionym anturażu.

Read more...

Nieśmiało przyszła zima

19 listopada 2008

Od wieczora słyszę same na nią skargi i narzekania. Ja, jak zawsze, zachowuję zdanie odrębne: lubię nawet te mokre i topniejące pierwsze płatki śniegu, co zazwyczaj pojawiają się o zmierzchu, wirują w świetle lamp ulicznych. Taka obietnica czegoś, co miło sobie wyobrazić, nawet jeśli miałoby nie nadejść.



Jak to wiele razy, wielu ludziom mówiłem: piękna pora dnia i pora roku, gdy coś się skończyło, a nowe jeszcze się nie zaczyna...

Read more...

Bardzo spóźniony obchodzę 11 Listopada

17 listopada 2008


niedaleko_Rynarzewa
Originally uploaded by lew102
OK, od razu przyznaję, że to ściema. Ujęcie naprawdę uchwyciłem w podróży z B. do P., i naprawdę miało to miejsce w 11 Listopada, ale ubiegłego roku. Mimo to jest mi jakoś bliższe niż cokolwiek z tegorocznego Święta Niepodległości. Prywatnie oczywiście jestem z niego bardzo zadowolony - miły obiad, wyjście na miasto etc.
Jednak obchody w Poznaniu są jakoś wynaturzone, przez uparte wmawianie sobie i światu, że Poznań 11 XI nie obchodzi żadnej tam rocznicy czegoś co Piłsudski ogłosił w Warszawie, a tylko świętuje imieniny swojej głównej ulicy.



Żenującego w swej formie ''zaklepywania'' wyłączności Poznania na rogale i całą marcińską tradycję nie chcę komentować. Nieopisanego chaosu w centrum miasta przy okazji marcińskiego festynu nie da się zaś skomentować inaczej niż: ''pogoda zaskoczyła organizatorów''. Było po prostu za ładnie jak na połowę listopada. Na festyn zjechało ''całe miasto'' i w pamięci zostanie mi z tego dnia głównie seria prób, by się autem wbić do śródmieścia rozmaitymi drogami dojazdowymi.

Tymczasem ta chałupinka pod biało-czerwoną jakoś krzepi mnie. A stoi sobie opodal wsi Szkocja, niedaleko Rynarzewa.

Read more...

Przysłowiowy ''czwartek - trzynastego''

14 listopada 2008

[Filemon już się bawi z myszkami w krainie wiecznego hasania]

Kilkorgu miłym, serdecznym znajomym napisałem na gorąco, że zatrzymywać Filemona dłużej byłoby już aktem samolubnym... W tych paru słowach mieści się wiele niewypowiadalnego. I nocna jazda, i mróz w sercu, i niewiara, że naprawdę słyszymy sugestię: ''najhumanitarniej będzie uśpić'', i wiele innych emocji.

Z troską patrzę na Bonifacego. Kim jest Bonifacy bez Filemona? Czy to sobie można w ogóle wyobrazić? Zaglądając w rozmaite kąty niucha sobie tak, po prostu, czy coraz bardziej zdezorientowany szuka Filemona? Czy wyciąga łepek w stronę górnej półki nad grzejnikiem, bo kusi go bijące stamtąd ciepło, czy dlatego, że zwykle tam najłatwiej było spotkać Filemona?



Filemon bardzo zmienił moje życie, życie całego domu. Więc życie Bonifacego też. Jakoś do dziś mam rodzaj wyrzutów sumienia, że Bonifacemu tak nieoczekiwanie zaaplikowaliśmy ''konkurenta'' - do michy, do miziania, do zabaw miotełką i do zajmowania najprzytulniejszych poduch. Bonifacy - że tak to ujmę - ''zbonifaciał'' dość szybko i wcześnie jak na swój wiek.
Właśnie tak, jakby ''filemon'' i ''bonifacy'' były dwoma nieuniknionymi stanami ducha każdej pary kotów, dwoma nierozłącznymi biegunami tej futrzanej, rozbrykanej kuli, która regularnie dwa razy na dobę staczała namiętne, kwadransowe walki wrestlingowe.

Ta notka skręca niebezpiecznie w grafomańskie wyznania. Pewnie dlatego, że niezwykły, zabawny Filemon, namiętnie gadający do ludzi, chodzący za ludźmi przy nodze i żarliwie ''polujący'' na człowieka uwagę, należał do tych zwierzaków, o których zdolni ludzie pisują potem ciepłe książki. Na pewno nie należały mu się te ostatnie godziny cierpienia. Wierzę, że teraz w zamian za nie czekają go niekończące się dni kociej błogości.

Kiedyś będzie je znów dzielił z Bonifacym, za którym zawsze tak mocno tęsknił, gdy ten mu zginął na chwilę z pola widzenia.



PS.
Imiona bohaterów notki zostały zmienione

Read more...

New York is a State of Mind

30 października 2008

Ponieważ nikt tego nie czyta, to na szczęście nikomu nie spier...lę radości czekania na 110 odcinek (sam i tak mimo upływu lat pamiętałem jasno co było PRAWDZIWYM finałem):



Słówko prawdy o tym, jak ze starego Lewandowskiego, stwardniałego w oparach wszechobecnego cynizmu, mimo wszystko czasami każdym szwem wyłazi ckliwość i gówniarski sentymentalizm: pamiętam wyraźnie, że we wrześniu 2001 roku (choć raczej jeszcze nie samego 11-go, bo wtedy jeszcze to, co widzieliśmy w telewizji paraliżowało wyobraźnię) zdarzyło mi się pomyśleć o tym gdzie rankiem tamtego wtorku był Joel (szczęściem raczej nie na Manhattanie) i gdzie wieści z Nowego Jorku zastaly Maggie...

Zupełnie jak baba z Podlasia gadająca do telewizora o swych chorobach, wnukach i drożyźnie w geesie :)

Read more...

Senność w pospiesznym przez Wrześnię

26 października 2008


Zdjęcie156
Originally uploaded by lew102




Zdjęcie160
Originally uploaded by lew102



Szczery i otwarty krajobrazie wielkopolski... Z tym twoim niebem najwyższym i najrozleglejszym. Z twą niezmiennością aż po horyzont, okraszony rozrzuconymi gęsto wioskami i miasteczkami, niemal nieodróżnialnymi...


Zdjęcie176
Originally uploaded by lew102


...krajobrazie - pełen ludzi i ludzików, z których część celebruje niedzielę, niespiesznym krokiem idąc przez ryneczek ''po kościele'' ''na słodkie'', a inna część wiecznie się gdzieś spieszy w interesach, bez względu na wszystko...

...jakżeż ja ciebie serdecznie i z głębi serca nie cierpię...


.

Read more...

  © Blogger templates Newspaper by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP