Numerowane strony

Skarb z Taniej Książki

5 maja 2009


Stoły uginające się pod niechcianymi książkami, wąskie przejścia pełne skupionych studentów i emerytów. Takich ''Tanich Książek'' jest po kilka w każdym mieście. Wydawniczego chłamu leży w nich co niemiara, ale i o niedocenione skarby można się tu potknąć nie raz i nie dwa. Ja w ten sposób potknąłem się o ''Wielki sen o niebie''.



Nazwisko Sam Shepard powinno jakoś kojarzyć się miłośnikom filmów hollywodzkich. Twarz tego człowieka może nawet bardziej - większość ról w jego dorobku to postaci drugoplanowe (generał Garrison w ''Helikopterze w ogniu'', Frank James w ''Zabójstwie Jessiego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda''), ale doprawdy charakterystyczne. To jednak wcale nie najważniejsza rekomendacja, by wziąć do ręki niewielką książeczkę sygnowaną nazwiskiem aktora. Iluż bowiem aktorów ma w dorobku nie tylko szereg nominacji do nagród Emmy, Złotego Globu i Oskara, ale również... zdobytą za sztukę teatralną nagrodę Pulitzera?
Otóż Sam Shepard to zarówno aktor, jak i dramaturg, scenarzysta oraz pisarz. Nostalgiczny i niestrudzony piewca Zachodu, ktory jednak nie jest już krainą do podboju, wyzwaniem dla pionierów, pełnym okazji do heroizmu. Zachód Sheparda to świat wyzwań codziennych, rodzących się w małych miasteczkach, niewielkich (i często dość zamkniętych) społecznościach. Świat pospolitych trosk i małych dramatów.

''Wielki sen o niebie'' to osiemnaście opowiadań, które zaludniają najzupelniej zwyczajni ''tutejsi''. Farmerzy, sprzedawcy, samotne matki, robotnicy. Ich życie płynie monotonnym raczej rytmem w świecie naznaczonym przez zdezelowane stacje paliw, przydrożne jadłodajnie migoczące bladymi, zdefektowanymi neonami, stare magazyny i domy na kółkach.
Gdyby jednak na tym tylko poprzestać, szkoda byłoby czasu na dłuższe obcowanie z tak prostymi obrazkami z życia amerykańskiej prowincji. Kunsztowne jest w tym tomiku spoiwo wszystkich tych opowieści - gęstniejąca w tle wszystkich opowiadań tęsknota i chętka by coś zmienić. Uciec jedną z wielkich międzystanowych szos za daleki horyzont.
Żaden bohater Sheparda jednak nie wspomina o świecie, który jest gdzieś tam, gdzieś indziej. Może nawet większość nie uświadamia sobie natury tej niewypowiedzianej tęsknoty. Dla wielu to chyba zresztą nie tęsknota, a tylko uspokajająca myśl, że gdyby coś chcieć zmienić, to zawsze w odwodzie jest międzystanowa i dowolne inne, zapomniane miejsce na Południowym Zachodzie, gdzie wszystko możnaby zacząć lepiej, inaczej... Istnieje przecież żywy dowód tego innego, możliwego świata - to wszyscy przyjezdni. Gnani czymś ze stanu do stanu wpadają na skrzydełko kurczaka albo na kawę do miejscowych barów a potem pędzą dalej. Pewnie mają do czego... Choć czy na pewno? ''Spoglądam na moją tackę ze skrzydełkami. Wydają się bardzo odległe. Nie mam pojęcia w jakim jestem mieście. To bez znaczenia. Nie mam pojęcia do jakiego miasta jadę. Nie mam żadnych planów'' [opowiadanie ''Szyld prosto z życia''].

Sam Shepard pojawił się w moim życiu prawie ćwierć wieku temu. Razem z Wimem Wendersem (reżyseria), Ry'em Cooderem (muzyka) i Robby Müllerem (obłędnie piękne zdjęcia) - jako autor tekstu, który posłużył za scenariusz filmu ''Paryż, Texas''. Od czasu seansu w nieistniejącym już bydgoskim kinie ''Awangarda'' wciąż nie znalazły się filmy zdolne wypchnąć ten obraz z pierwszej trójki najbardziej przeze mnie ulubionych. Inaczej niż w ''Paryż, Texas'' a także inaczej niż w napisanym również przez Sheparda scenariuszu ''Simpatico'' - przestrzenie zamknięte w najnowszych opowiadaniach nie są miejscem uzdrawiającej przemiany. Nie są sceną na której rozgrywa się walka charakterów. Tu Shepard portretuje miejsca, w których nie ma sensu oczekiwać życiowej kulminacji czy chwili przełomu. Wypada po prostu trwać sam na sam ze sobą.

Ciekawa rzecz, jak bardzo ta niezmienność portretowanych miejsc przerzuca się na sposób widzenia czytelnika. Opowiadania w ''Wielkim śnie o niebie'' rozgrywają się współcześnie o czym świadczą niezliczone szczegóły. Ja jednak podczas lektury wciąż łapię się na wyobrażeniach jak z obrazów Edwarda Hoppera. Zmieniły się może samochody, ale gęsty czas tkwi tam w bezruchu jakby lata 40. jeszcze się nie skończyły.

Edward Hopper ''Fabryka opakowań w Gloucester'' (1928). Reprod. z książki ''Hopper'' seria ''Klasycy sztuki'' Rzeczpospolitej

Read more...

Prawie z ostatniej chwili. Duża szansa dla fok

Wielkie, ufne ślepia, urocze pyszczki i mięciutkie futerko. Foki - piękne, łagodne stworzenia, bynajmniej nie łagodnie mordowane. Dla owych futerek głównie. Dziś największy rynek zbytu dla owych futer - Unia Europejska - wprowadził zakaz handlu wyrobami z fok. To nadzieja, że i polowania na foki będą rzadsze.

Przed dwoma miesiącami pisałem o tym, że nawet przez kilkoro polskich europarlamentarzystów można wywrzeć nacisk na jedną z kluczowych komisji PE, by nie ulegała lobbystom starającym się osłabić brzmienie projektowanych zapisów.
Dziś już po wszystkim. Parlament Europejski przytłaczającą większością głosów przyjął całkowity zakaz handlu wyrobami z fok. Jak czytamy na stronie PE: '' W praktyce zakaz oznacza, że z rynku znikną towary produkowane z mięsa, tłuszczu i skór fok, takie jak torby, buty, nakrycia głowy i rękawice używane m.in. przez narciarzy, bokserów i motocyklistów. Nie będzie wolno wprowadzać na rynek niektórych produktów farmaceutycznych, na przykład suplementów diety zawierających kwasy tłuszczowe Omega 3''.

''This vote means that all three European Union (EU) institutions -- the Commission, the Council, and the Parliament -- are now in agreement, and seal products will no longer be placed on the market within the EU'' - jak donosi Human Society International, jedna z organizacji, aktywizująca społeczeństwa do poparcia zakazu.
HSI szacuje, że już same doniesienia o opracowywaniu w Europie tego zakazu, zdołały uratować życie około ćwierć miliona fok. Europa była bowiem przez lata głównym rynkiem zbytu dla kanadyjskich myśliwych. W ciągu dwóch lat - wskutek doniesień z Europy - cena skóry foczej kupowanej od łowcy spadła o 86 proc., do 15 dolarów kanadyjskich. W tym roku wielu myśliwych w ogóle zarzuciło polowania, wskutek czego z przewidzianej liczby 338.200 fok - zabito 57.622 zwierzęta.


Stop the Seal Hunt
Załadowane przez: PETATV


Osobiście nie liczę na to, że odtąd osławione kanadyjskie polowania na foki (te krwawe, z pałką w garści) kompletnie przejdą do przeszłości. Jakiś popyt jednak na skórki w Europie i na świecie był. Zakaz sprawi, że handlujący ponosić będą większe ryzyko, co z kolei wywinduje cenę szmuglowanych wyrobów. Powstanie czarny rynek i niejednemu człowiekowi łamanie zakazu będzie się sowicie opłacać.
Furtki do nadużyć zawiera ot choćby taki fragment: ''Produkty z fok będące owocem tradycyjnych polowań prowadzonych przez społeczności Eskimosów i przyczyniające się do ich utrzymania zostaną wyłączone z zakresu rozporządzenia. Dozwolone będą także polowania, których zasady określone zostały na podstawie prawa krajowego i których celem jest zapewnienie zrównoważonego użytkowania zasobów morskich''. Żonglerka kwitami potwierdzającymi, że towar pochodzi z ''tradycyjnego polowania Eskimosów'' jest całkiem łatwa do wyobrażenia. Podobnie jak próby zblatowania tej czy innej społeczności eskimoskiej do tuszowania większego przemytu.
Ale te wszystkie możliwości oczywiście w niczym nie umniejszają rangi europejskiego zakazu. To (z uszanowaniem wszelkich proporcji) sytuacja przypominająca handel narkotykami. Każdy nacisk ze strony organów pilnujących prawa zwiększa ryzyko, ale zarazem winduje zyski, gdy ryzyko przestępców się powiedzie. Ale nikt rozsądny nie wyobraża sobie, by wobec tego walki z handlem narkotykami zaniechać.

Read more...

  © Blogger templates Newspaper by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP