Numerowane strony

Panda mała rośnie

21 listopada 2007

Zdaje się, że to jakaś nadzwyczaj podniecająca wiadomość: mamy (na razie betawersję) Firefoksa-trójki. Ja tam oczywiście nie mam pojęcia w czym toto będzie lepsze od dwójki, którą i tak bawię się od niedawna.

Martwi mnie tylko, że administrator w mojej firmie nie będzie miał autoryzowanych przez swe szefostwo 'klocków' instalacyjnych trójki jeszcze do następnego zlodowacenia (wciąż muszę ujeżdżać na Ff 1.5) - przez co gadżety, jakimi obwieszam przeglądarkę w domu, zostają... w domu. W pracy z tych samych funkcjonalności nie mogę korzystać.

Z nowych odkryć, co to są pochodną szkodliwej (zarywanie nocy) zabawy: w Operze niniejsza strona z tycimi literkami wygląda bueeeee.

Read more...

Na nocce

20 listopada 2007

Jeśli z jakiegoś powodu najdzie mnie chętka, by coś pokaźnego przenieść ulicami miasta z punktu A do punktu B (dajmy na to sedes co mi pod kolor nie pasuje, a znajomemu może pasować, wór czegoś chrzęszczącego, czy zwykłą choć wielgachną paczkę owiniętą papierem) - a na dodatek ta nieprzeparta ochota dopadnie mnie nocą, to mam jak w banku, że pierwszy minięty patrol policji mnie zatrzyma. Wylegitymuje, sprawdzi przez krótkofalówkę karalność a samą paczkę wnikliwie obejrzy.

I to niekoniecznie z czystej złośliwości spotęgowanej koniecznością snucia się na nocnej służbie, ale zwyczajnie dlatego, że wyglądałbym podejrzanie.

Jednakże gdy ciężarówkę państwowych dokumentów niezupełnie pośledniej rangi przewozi się z nagła po stolicy, to nie wypada być podejrzliwym. Władze chętnie wytłumaczą, że wszystko działo się lege artis. Zaś z faktu, że przydarzyło się to w nocy, zupełnie nie ma po co robić zagadnienia.

Godziny pracy dobre jak każde inne.

Read more...

Motywacyjny hardcore

16 listopada 2007

Blogi i serwisy motywacyjne mnożą się jak grzyby po deszczu, a ja zwiedzam je z życzliwym zainteresowaniem. W większości ludziska odchodzą już od tego irytującego tonu poradników z połowy ubiegłej dekady, w których powtarzano komunały typu ''dla chcącego nic trudnego'', ''wyzwól w sobie zdobywcę'' itepe.
Dziś nęci się czytelnika celnymi poradami na to, jak sobie ulepszać życie za pomocą drobnych kroków.

Jak się nauczyć planowania dnia (dopiero potem całej kariery i życia), jak poradzić sobie z chętką na drzemkę gdy wokół rwetes, albo jak odhaczać wykonane zadania przy pomocy ładnego karteluszka. Lub zgoła bez niego. Wybieram sobie z tego hipermarketu motywacyjnego raz tę, raz ową próbkę i niezobowiązująco przymierzam je do mojej codzienności.
Jednego wszakże razu wpadłem na nowego dla mnie bloga, gdzie zanim kliknąłem na ''Zapisz element docelowy jako...'' - ręka mi zadrżała.
Taki zgrabny formularz to z pewnością intrygujący pomysł na codzienne korygowanie w drobnych ruchach kierunku, w którym sterujemy/dryfujemy w życiu.
Ale - z ręką na sercu - trzeba by się wpierw solidnie umotywować i nakręcić, żeby potem mieć odwagę co wieczór się wpędzać w kanał takiego roztrząsania...

Read more...

8 listopada - początek inwazji...

9 listopada 2007


...choć oczywiście mogłem zaspać i coś przeoczyć. Pierwsze oznaki nerwowego przestępowania marketingowców z nogi na nogę widziałem już kilka dni temu w hipermarkecie.

Na półce z czekoladami niektóre wedlowskie opakowania już miały nadruk świątecznej kokardy.
Ale to nadal nie to, dopóki Coca-Cola nie odpali swego wesołego korowodu czerwonych tirów brnących w telewizji przez bajkowo zaśnieżony pejzaż.
Dziś zobaczyłem pierwszy. Ho, ho, ho, ho!


Sześć dni po zaduszkach. I jeszcze czterdzieści sześć dni do wigilii.
...znikąd nadziei...

Read more...

Reguła Numero Uno

4 listopada 2007

Nic nie jest zbyt czekoladowe.


Odkryłem tę zasadę, idąc w pierwszą listopadową niedzielę do pracy. (twojapogoda.pl: ''możliwe opady - 50%'')


W torbie pocieszająco grzechotały czekoladowe kruche ciasteczka, wyrób domowy, świeży wypiek poranny.



PS. Miętowa glazura to przesąd.

Read more...

Prześladowca

1 listopada 2007

Wielkim znawcą motoryzacji nie jestem, ale co nieco wiem i oglądam. W powodzi nowych typów wozów jako tako się rozeznaję, zauważam nowości, miewam swoich faworytów.
Nawet jeśli zdarzy mi się zrazu przegapić premierę jakiegoś rajcownego wózka, to w miarę szybko go jednak dostrzegam.
Jednak nigdy nie zdarzyło mi się coś podobnego jak teraz. Pierwszego zobaczyłem zaparkowanego przy chodniku w środę o zmierzchu. Kanciasty kształt, sylwetka masywna, nawet dość niska jak na SUV-a czy terenówkę, ale miał w sobie coś wojskowego (wzmagały to wrażenie dwie wysokie anteny kiwające się nad tylną częścią jego dachu). Nissan, ale odmiana o której kompletnie nie slyszałem - Pathfinder.

Zażartowałem nawet, że oto mam nową czterokołową miłość od pierwszego wejrzenia, ale oględziny w necie tego - jak mniemałem - rzadkiego pojazdu, zamierzałem przeprowadzić dopiero nazajutrz, po powrocie do domu. Dzieliło mnie od tego w czwartek około dwóch godzin jazdy po około 130-kilometrowej trasie. I wtedy, z morderczą regularnością, co około 40 kilometrów,zaczęły pojawiać mi się następne. Najpierw taki sam ciemnoszary jak ten ze środy (zapamiętałem numery środowego, więc mam pewność, że to dwa różne). Kawałek dalej wyprzedził mnie biały (z wredną satysfakcją odnotowałem, że ktoś mu urwał literkę ''T'' w nazwie modelu) i wreszcie na końcu jeszcze jeden szary pod którymś z licznie dziś odwiedzanych cmentarzy.
Jeśli w ciągu 20 godzin napadają na mnie cztery nęcące mnie samochody typu, którego istnienia wcześniej nie podejrzewałem, to czy to coś znaczy?
Gdzie no ja wetknąłem ten system do Lotto?...

Read more...

Idę jeszcze po kawę, zanim zacznę spóźniony rozruch

26 października 2007

Illy - producent (może trafniej: marka?) kawy, przymierza sie do stworzenia ''kawy espresso gotowej do spożycia''. Taki news wyłapany dziś kątem oka.
Okazuje się, że to, co miałem za aberrację - jakieś kawy na mokro w pudełkach czy puszkach - to wielki rynek, wart 10 mld zielonych.

Nie wpadłbym na to, by espresso, które kojarzy się z całym ceremonialnym tańcem wokół ciśnieniowego ekspresu, zrobić gdzieś tam w anonimowej fabryce. Potem opylać ludziom po wielu dniach transportu i magazynowania. I to jako ekwiwalent świeżego, gorącego espresso.

No, ale ja nie pracuję w Coca-Coli. Któż bowiem miałby być partnerem illy w tej zabawie jak nie Cola?
Z drugiej strony - wybrzydzam jakbym był cholera wie jakim koneserem kawy. A w tym samym czasie dopijam ostatnie łyki zimnej już lury typu ''saszetka dwa w jednym''. Cokolwiek tam w tej Atlancie wymyślą, gorsze chyba nie będzie.


Read more...

Nie dorośliśmy

25 października 2007

Pogląd, że naród nie wie co czyni, nie jest calkiem nowy, ani oryginalny - czy ktoś pamięta, że posłanka Nowina-Konopczyna w połowie lat 90. skarżyła się, że wyborcy nie dorośli do wyboru właściwej opcji politycznej?
Za każdym razem jednak, gdy podobny pogląd pada, brzmi tak samo - porażająco - groteskowo.
I chyba za każdym razem zdradza, że ten, kto to mówi, co najmniej nie miałby nic przeciw autorytaryzmowi...

Pisarz z innej nieco epoki, ujął to tak:

"Rozwiązanie"

Po powstaniu 17 czerwca
Sekretarz Związku Literatów kazał rozdawać
W alei Stalina ulotki mówiące
Że naród zawiódł
Zaufanie rządu i odzyskać je może tylko
Podwójnie wytężoną pracą. Czy nie byłoby
Prościej, gdyby rząd rozwiązał
Naród i wybrał sobie inny?

Bertolt Brecht


Read more...

Rozładowane akumulatorki

23 października 2007

Ogólnonarodowy entuzjazm słabo mi się udziela. Poranne powitania ''Jak się masz w nowej Polsce?!”, mniej więcej od czwartego zaczęły wywoływać we mnie mdłości.
Żeby było jasne: zgadzam się, że stało się dobrze (uwaga dotyczy i frekwencji, i wyników). Tylko, że jeśli ktoś aktywnie, mocno przeżył narodowy entuzjazm po wyborach 1989, 1991 i 1997 roku - ale także (może przede wszystkim) rozczarowania zakończone wyborami w 1993, 1995 (te akurat to prezydenckie), 2001 - to nabiera dość fatalistycznego podejścia do rzeczywistości.




Umiarkowany ogląd Polski po 21 października przeczytałem - z życzliwością - tutaj , ale przemawia przeciw niemu stara prawda, że to zazwyczaj umiarkowani najmocniej dostają po dupie.


Jeśli więc udziela mi się czyjś nastrój, to najprędzej moich kotów. Jesień, wilgotne liście, mroźne fronty i wilgotne mgiełki. Nic, tylko spać:



Read more...

Psyche i soma jak po egzaminie na studiach

19 października 2007

...czyli popołudnie po spotkaniu z nie najłatwiejszym rozmówcą. Z pozoru spotkanie-marzenie: postać medialna, elokwentna, bywała w świecie. Rozmowa powinna sama nieść.
W zasadzie niosła, ale w powietrzu wisiała przez długi czas atmosfera wzajemnego ''macania sie'', badania z kim sie ma do czynienia. I- dalibóg - nie ja tę atmosferę wzbudzałem, bo po co? Żeby sobie skwasić połowę z nędznej godziny wyznaczonej mi na rozmowę?
Mój gość*) ma chyba taki odruch, że sprawdza. Wyniósł go ze środowiska, w które wdepnął. W efekcie zamiast rozmowy partnerów wyszła taka trochę 12-rundowa walka bokserska. Przez pierwsze sześć rund zawodnicy trochę niby tam boksowali ale bardziej uważali, by się nie dać trafić.


Teraz jestem po i czuję się właśnie jak po ważnym (czytaj - ostatecznym, poprawkowym) egzaminie: chce mi się spać, jestem rozbity. Nie dość, że rozmówca wpędził mnie w stan podwyższonej koncentracji, to sam też się zawczasu mobilizowałem, starannie przygotowywałem, szukałem w jego liczącej 370 stron opowieści-rzece niegłupich punktów zaczepienia do rozmowy.

A odpytywany na powitanie serwuje mi nonszalanckie: ''i jak, przejrzał pan książkę?''.
No, żesz ty...


------
*) Optuję twardo za określeniem gość, bo skoro na zakończenie rozmówca wstaje, funduje mi grabę, zgarnia swe rzeczy i pokazując na opróżnione naczynia rzuca: ''postawi mi pan tę herbatę?" - to chyba go ugościłem, prawda?


Read more...

Inteligentnie to nie zawsze tak samo

18 października 2007

Mała rzecz a cieszy. Zaczęło się od tego, że znajomy zadzwonił rankiem z prośbą o wyszukanie mu paru konkretnych tekstów w sieci. Potrzebował tego dość pilnie, czego nie krył.
W figlarnym nastroju spakowałem mu ten zestaw w jeden list gmailowy, opatrzony z głupia frant nagłówkiem niczym tekst dostawcy:
''Pan zamawiał pizzę z podwójnymi kaparami i napój orange?''. Oczywiście to, co było w środku wiadomości kompletnie nic wspólnego z kulinariami nie miało.


Po południu znajomy odpowiedział mi na wiadomość. Użył typowego ''Re:"' i nie wyciął mego oryginalnego nagłówka.
Jakie linki sponsorowane wygenerował mi Gmail w okienku przy tym liście?
No tak, zagadka nie była trudna...

Od Usposobienie fluktuanta


...ale skojarzenie łączące tak jednoznacznie zamawianie pizzy z singlami to śmiała koncepcja.

Read more...

Jak szaleć to szaleć

17 października 2007

Rzucamy się na głęboką wodę - pierwszą notkę na blogu zamierzam wrzucić za pośrednictwem maila.

Sztuka dla sztuki, rzecz jasna.
A i prawdopodobieństwo, że zginie to gdzieś w Kosmosie - znaczne.
No to jazda.

Read more...

  © Blogger templates Newspaper by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP