W Wielki Czwartek w w redakcji ''Rzeczpospolitej'' odbyło się referendum. Pracownicy mieli zadecydować, czy zgadzają się na obniżenie wszystkim wynagrodzenia o 10 proc., czy też chcą indywidualnie negocjować warunki dalszej współpracy z kierownictwem spółki. Jedno dobre w tej zupełnie niewesołej wiadomości to fakt, że kierownictwo w ogóle miało z kim to ustalić.
Powody tej sytuacji są oczywiste: rynek prasy papierowej się kurczy. ''Rzeczpospolita'' (wg informacji Wirtualnych Mediów, cytujących dane ZDKP) w lutym zanotowała najgorszy wynik sprzedaży w historii: 126 623 egz. (spadek o 12 proc.).
Koszty zatrudnienia są najbardziej ''plastyczne'' - nie ma sposobu, by na np. kosztach druku albo dystrybucji zaoszczędzić z tak szybkim efektem, jak w przypadku cięć pracowniczych.
To prawda trywialna. Natomiast dyskusja czy efekt jakościowy takich cięć będzie równie korzystny, staje się bezprzedmiotowa, jeśli menedżment składa się z wyznawców ''zasady Filipiaka'': >Każdego specjalistę można zastąpić skończoną liczbą studentów.<
Powtórzę jednak, że w mej skromnej opinii, lepiej dla załogi ''Rzepy'' wchodzić w Wielkanoc z bolesnym pytaniem z referendum, aniżeli z wiadomością o tym kto - bez żadnej dyskusji - ''leci'' z fimy wskutek arbitralnej dyskusji szefostwa.
Nie znam wyników referendum; wierzę, że pewni swej wartości pracownicy mogą mieć opór przed zgodą na przycięcie swej płacy, by ratować posady tych, których sami niezbyt cenią. Jeśli jednak z grubsza wyniki głosowania będą takie, jak zakłada zakładowa ''Solidarność'', to jestem przekonany, że na dłuższą metę będzie to dobre dla całego wydawnictwa. Tak samo dla załogi, jak i dla kierownictwa. Utwierdzi to bowiem ludzi w przekonaniu, że mają na swoją firmę realny wpływ. Że są jej częścią naprawdę, a nie tylko na użytek wewnętrznych e-maili zarządu, pławiącego się w odmienianiu we wszystkich przypadkach słów ''kochani'', ''nasi drodzy'', ''nasza firma'', ''my'', ''musimy'', ''wspólnie'' i tak dalej.
Tak jak jestem sceptyczny wobec przyszłości gazet uparcie chcących łączyć wysokonakładowość z opiniotwórczością i z zyskami zarazem, tak samo upatruję pewnych szans w umiarze, który pozwala spotkać się gdzieś w pół drogi związkowcom i zarządowi.
W pewnych warunkach może z tego rodzić się nowa jakość w środowisku, lepiej zmotywowanym do stawiania czoła turbulencjom na rynku.
Read more...