Motywacyjny hardcore
16 listopada 2007
Blogi i serwisy motywacyjne mnożą się jak grzyby po deszczu, a ja zwiedzam je z życzliwym zainteresowaniem. W większości ludziska odchodzą już od tego irytującego tonu poradników z połowy ubiegłej dekady, w których powtarzano komunały typu ''dla chcącego nic trudnego'', ''wyzwól w sobie zdobywcę'' itepe.
Dziś nęci się czytelnika celnymi poradami na to, jak sobie ulepszać życie za pomocą drobnych kroków.
Jak się nauczyć planowania dnia (dopiero potem całej kariery i życia), jak poradzić sobie z chętką na drzemkę gdy wokół rwetes, albo jak odhaczać wykonane zadania przy pomocy ładnego karteluszka. Lub zgoła bez niego. Wybieram sobie z tego hipermarketu motywacyjnego raz tę, raz ową próbkę i niezobowiązująco przymierzam je do mojej codzienności.
Jednego wszakże razu wpadłem na nowego dla mnie bloga, gdzie zanim kliknąłem na ''Zapisz element docelowy jako...'' - ręka mi zadrżała.
Taki zgrabny formularz to z pewnością intrygujący pomysł na codzienne korygowanie w drobnych ruchach kierunku, w którym sterujemy/dryfujemy w życiu.
Ale - z ręką na sercu - trzeba by się wpierw solidnie umotywować i nakręcić, żeby potem mieć odwagę co wieczór się wpędzać w kanał takiego roztrząsania...
