Na nocce
20 listopada 2007
Jeśli z jakiegoś powodu najdzie mnie chętka, by coś pokaźnego przenieść ulicami miasta z punktu A do punktu B (dajmy na to sedes co mi pod kolor nie pasuje, a znajomemu może pasować, wór czegoś chrzęszczącego, czy zwykłą choć wielgachną paczkę owiniętą papierem) - a na dodatek ta nieprzeparta ochota dopadnie mnie nocą, to mam jak w banku, że pierwszy minięty patrol policji mnie zatrzyma. Wylegitymuje, sprawdzi przez krótkofalówkę karalność a samą paczkę wnikliwie obejrzy.
I to niekoniecznie z czystej złośliwości spotęgowanej koniecznością snucia się na nocnej służbie, ale zwyczajnie dlatego, że wyglądałbym podejrzanie.
Jednakże gdy ciężarówkę państwowych dokumentów niezupełnie pośledniej rangi przewozi się z nagła po stolicy, to nie wypada być podejrzliwym. Władze chętnie wytłumaczą, że wszystko działo się lege artis. Zaś z faktu, że przydarzyło się to w nocy, zupełnie nie ma po co robić zagadnienia.
Godziny pracy dobre jak każde inne.
