Gadać się nie chce
5 marca 2009
Kiedyś e-maile zabiły (niemal) sztukę pisania listów. Dziś one-linery zabijają e-maile, pojmowane jako mozolne pisanie listów, tyle że nie długopisem a klawiszami. A co padnie ofiarą jutro?
W internetowej prehistorii (jakieś - lekko licząc - 10 lat temu) odbyła się niejedna debata o tym, jaki wpływ będzie miała komunikacja sieciowa na relacje międzyludzkie. Wtedy problemem nurtującym badaczy było to, czy pisanie e-maili i czatowanie to prosta droga do wyobcowania środowiskowego czy może przeciwnie - szansa na stopniowe otwarcie się społeczne ludzi wycofanych i introwertycznych? Czy to groźba zanikania głębszych pokładów uczuć, wypieranych przez powierzchowne i nietrwałe relacje, czy jedynie zaadoptowanie tradycyjnej komunikacji do nowych realiów technologicznych?
Felieton na stronie internetowej ''Daily Telegraph'' *) dowodzi, że nowe czasy przynoszą zazwyczaj stare problemy - jedynie w innym opakowaniu. Tym razem problemem okazuje się niechęć nowego cyberpokolenia, wychowanego na wiadomościach one-liner, do używania paszczy. Czyli rozmawiania, i to nawet przez komórkę.
Cała konstrukcja wydaje mi się nieco naciągana, bo mimo wszystko trudno mi uznać, że po parunastu SMS-ach dziennie nadal woli się wklepywać literki niż po prostu pogadać. Ale niezależnie od trochę fantastycznego punktu wyjścia (na stwierdzenie: ''I thought it might be nicer to talk. Friends are supposed to talk'' zapada cisza z zakłopotania a po niej odzew: ''Have you got post-natal depression?'') warto pomyśleć nad tym, że istotnie szybkie formy komunikacji wypierają te czasochłonne.
Kiedyś e-maile zabiły (niemal) sztukę pisania listów. Dziś one-linery zabijają e-maile, pojmowane jako mozolne pisanie listów, tyle że nie długopisem a klawiszami. Jutro pewnie Twitter i jego klony zamachną się na życie blogów.
Czy to powód wyłącznie do smutnego wzdychania za przemijającym światem? Osobiście sądzę wprost przeciwnie: pozorne ''wymieranie'' pewnych rodzajów komunikacji z innymi ludźmi, czyni te sposoby bardziej ekskluzywnymi i cenniejszymi. Dawna przyjemność otrzymania długiego listu starannie napisanego piórem obecnie jest już przyjemnością wręcz szaloną. Długie rozmowy telefoniczne staną się może rzadsze, ale będzie można trawić czas na nie z ludźmi, na ktorych naprawdę nam zależy. W powodzi mikroblogowych wyznań o tym, co świat miał dziś na śniadanie i jaka jest pogoda, łatwiej pewnie będzie odnaleźć prace obszerniejsze, pisane z przekonania i z rzetelnego namysłu.
A jeśli - jak mniema autorka felietonu ''Are you a text addict?'' - za przyczyną cyberkomunikacji nieco ludzi powalą nowe dolegliwości **), to może nawet nieco ulżymy planecie?
------------
*) ''Are you a text addict'' By Judith Woods, 4 marca 2009.
**) cyt. ''Forget STDs, FTDs (Facebook Transmitted Diseases) are far more likely to kill you – and you don't even get to have sex.
According to psychologist Aric Sigman, a reduction in personal contact leads to social isolation, which heightens the risk of heart disease, stroke and dementia; and sensational headlines screamed recently that Facebook can cause cancer.''

0 koment.:
Prześlij komentarz