W taką rocznicę głos wypada oddać mądrzejszym
10 marca 2009
50. rocznica Powstania Narodowego, które wybuchło w stolicy Tybetu, Lhasie, przeciwko chińskim represjom. Dobry moment dla ponownego zwrócenia uwagi na tę trwającą ponad pół wieku okupację, która dotąd kosztowała życie 1,2 mln ludzi.
Każdorazowe przywołanie nazwy Tybetu ożywia też ludzi, którzy nawołują do realizmu w polityce, apelują o zaakceptowanie chińskiego punktu widzenia w imię dobrych interesów, czy przynajmniej malują nieciekawy obraz tybetańskich stosunków społecznych sprzed chińskiej inwazji.
Jako człowiek, który połowę dotychczasowego życia przetrwał w reżimie, chronionym m.in. przez zachodnie poszanowanie dla ''realpolitik'', jasno opowiadam się za tybetańskim prawem do samostanowienia. Ale dla wsparcia tybetańskich racji posłużę się dziś odnośnikiem do tekstu fachowca, Elliota Sperlinga, dyrektora Ośrodka Studiów Tybetańskich Uniwersytetu w Indianie. Tłumaczenie jego tekstu dla New York Timesa zamieszcza portal ratujtybet.org :
>>Jakkolwiek Tybet podporządkował się rządom Mongołów i potem Mandżurów, nigdy nie został przyłączony do Chin. Te same dokumenty, które wskazują na poddanie Tybetu wobec obydwu dynastii, podają także, że chińska dynastia Ming (rządząca w latach 1368-1644) nigdy nie miała kontroli nad Tybetem. Ciekawe, biorąc pod uwagę upór Chin w twierdzeniu, że ich zwierzchnictwo nad Tybetem trwa nieprzerwanie od XIII wieku. Co więcej, idea ta powstała dość niedawno, bowiem jeszcze na początku XX wieku chińscy pisarze generalnie datowali przyłączenie Tybetu do Chin na wiek XVIII. Określali status Tybetu za rządów Qing jako ‘zależność feudalną’, a nie jako integralną część Państwa Środka. Kiedy w 1911r. dynastia Qing upadła, Tybet ponownie stal się niepodległym krajem.<<

0 koment.:
Prześlij komentarz