Numerowane strony

Druga strona doświadczenia za kierownicą

8 kwietnia 2009

W reakcji na mój dawniejszy wpis o artykule poświęconym słabym kandydatom do praw jazdy, znajomy przysłał mi pewną historię.

Napisał: Kilka dni temu ktoś chciał mnie staranować. Nie nauczył się jak jeździ się na rondzie i nie opanował wszystkich znaków drogowych. Jednym słowem dno! Nie wiem, czy zdał za pierwszym, czy za dziesiątym razem. Nie wie jak zjechać z wewnętrznego pasa na zewnętrzny i się boi. Bojąc się, jedzie [stale] po zewnętrznym dookoła, łamiąc przepisy Prawa o Ruchu Drogowym. Policja łapie pędziwiatrów, a kto złapie sieroty?

Może nie jest najzręczniejsze, abym to ja potakiwał tak wyrażonej opinii, bo ktokolwiek widział moje dokonania za kółkiem, ten również musiał z pewnością przełykać różne słowa, z których ''sierota'' było raczej łagodniejszym. Ale szczerze się zgadzam - zawalidrogi potrafią przysporzyć w ruchu niewiele mniej kłopotów a nawet zagrożeń, co upojeni szybkością cwaniacy wyprzedzający wszystko z silnikiem mniejszym niż ich własny.

Oczywiście istnieje w praktyce policyjnej coś takiego jak mandaty za utrudnianie ruchu (więc także np. za zbyt wolną, nieuzasadnioną warunkami jazdę po autostradzie itp.). Przykład kierowcy łamiącego zasady poruszania się po rondzie to wręcz oczywiste pole do popisu dla drogówki. Ale ciekawym czy ktokolwiek słyszał wiarygodną historię o konkretnej osobie choćby pouczonej w takich okolicznościach?

Ale z drugiej strony - jak mawiał Tewje Mleczarz - nie mogę jednak nie posadzić sam siebie w wyobraźni za kierownicą samochodu i nie wspomnieć jak (pardon) posrany bywam przy całym moim beztalenciu, gdy już muszę się włączyć do ruchu. Podświadomie uruchamia się wtedy w człowieku żądanie wyrozumiałości dla niewprawnych, bo ''każdy kiedyś się uczył'' a także ''każdy jakoś musi doskonalić jazdę zanim osiągnie mistrzostwo''. (Czy faktycznie kiedykolwiek je osiągnie, to inna kwestia).

W zamierzchłej przeszłości był taki pomysł, by nieśmiałym nowicjuszom nieco to doskonalenie w boju ułatwić. Lansowano naklejanie etykiet sygnalizującymi z dala, że ten pojazd prowadzi ktoś równie ''zielony'' jak liście na tych naklejkach.

Pomysł był oparty na cokolwiek kropotkinowskiej wierze w naturalną dla ludzi dobroć i życzliwość, ale rzeczywistość sprzyjała raczej kantowskiemu poglądowi o przyrodzonym ludzkiej naturze złu. Chyba każdy zaaferowany nabywca upragnionego autka, który zaopatrywał się w sklepie ''Polmozbytu'' we wspomniane naklejki, usłyszał kiedyś zjadliwy dowcip, że od teraz jego wóz jest jak kapusta:
- Z przodu liść, z tyłu liść, a w środku głąb.

Słabo jeździć ale grać kozaka - źle. Być marnym kierowcą i głośno apelować o wzgląd na to - jeszcze gorzej. Wobec tego zgrabnej Puenty w tej notce nie będzie, bo komentarz znajomego, od którego ją zacząłem, tylko zamęt mi wprowadził w uporządkowaną wizję szos polskich :)

0 koment.:

  © Blogger templates Newspaper by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP