Numerowane strony

Wystawiony w otoczeniu wystawiających

24 lutego 2009

Nie ma powodu, by całość wypowiedzi Cichego sprowadzać tylko i wyłącznie do kwestii jego problemów zdrowotnych. Nie jest ta wypowiedź oderwanym od rzeczywistości bełkotem, nawet jeśli nie brak w niej ech osobistych frustracji.

Sobotniego wywiadu ''Dziennika'' z Michałem Cichym oczywiście w ''Gazecie Wyborczej'' nie przeoczono. I nie dziwię się, że szef ''GW'' choć puszczał mimo uszu szereg wcześniejszych ataków, to teraz osobiście odpowiedział komentarzem.
Dziwię się natomiast, że dał się ponieść emocjom i tym samym przyjął cios, który w zamyśle ''Dziennika'' miał zostać środowisku ''GW'' wymierzony.

Przedwczoraj wskazałem, że są w tej wielkiej rozmowie fragmenty, które i tak zostaną wykorzystane bardziej płytko i bardziej instrumentalnie, niż na to zasługują. Kto sięga po ''Dziennik'' w nadziei, że znów znajdzie coś, co będzie przypieprzeniem w ''Gazetę'' - ten i wynurzenia Cichego zrozumie jako przypieprzanie.
I vice versa - kto każdy tekst ''Dziennika'' w tym temacie rozumie wyłącznie jako wyraz obsesji, ten i rozmowę z Cichym sprowadzi wyłącznie do perwersyjnego sięgnięcia po rozmówcę, którego ''nie można obciążać odpowiedzialnością za słowa i czyny''.

Czemuż to nie można? Po niezliczonych kampaniach walki z wykluczaniem ludzi cierpiących na rozmaite choroby, w krytycznym momencie odmawiamy takiej osobie prawa do wypowiedzi?
Czy Michał Cichy jest ubezwłasnowolniony? Czy treść wywiadu sam spisał i przemycił jak gryps z zakładu zamkniętego? Za plecami lekarzy winnych czuwać, by nie zabierał głosu publicznie?
Rozważając to powoli i spokojnie - nie ma powodu, by całość wypowiedzi Cichego sprowadzać tylko i wyłącznie do kwestii jego problemów zdrowotnych. Nie jest ta wypowiedź oderwanym od rzeczywistości bełkotem, nawet jeśli nie brak w niej ech osobistych frustracji. Wskazanie palcem zabierającego głos i wykluczenie sensowności jego wypowiedzi z powodów niezwiązanych z tą wypowiedzią, to gest antyskuteczny. Bo trafia on w osobę, a nie w jej racje. One odtąd żyją własnym życiem.

A Cichy tymczasem - najwyraźniej w pewnym bólu po swej gazetowej przeszłości - mówi rzeczy, które nie są żadnym obrazoburstwem. Jarek Kurski musiałby być bardzo oderwany od rzeczywistości (a z pewnością nie był), gdyby nie wiedział, jak powszechne w łonie samego zespołu ''GW'' było i jest analizowanie polityki firmy i linii dziennika z uwzględnieniem marcowej przeszłości i pochodzenia założycieli. Cichy zresztą nie robi tego wykładziku z intencją dokopania Helenie czy Adamowi (inna sprawa, że - jak wyżej wspomniałem - do tego całą rozmowę sprowadzają forumowi wielbiciele ''Dziennika''). Dał się na to grząskie poletko wypuścić Michalskiemu, próbując zobrazować dlaczego pokoleniowe doświadczenia i podziały stały się jedną z linii pęknięcia opozycji po 1989 roku.

Czy z tej nieszczęsnej rozmowy i z gorączkowej reakcji na nią płynie jakieś przesłanie dla niezaangażowanych obserwatorów?
Jeśli mają związek z mediami i komunikacją, to chyba taki: przy współczesnym tempie debaty publicznej, przekaz myśli złożonej z wielu wątków jest ryzykowny i niewskazany. Próba syntezy jakiegoś zjawiska albo będzie skazana na odrzucenie z powodu swego skomplikowania, albo - w najlepszym wypadku - będzie zanegowana z powodu wątków, które w oczach recenzenta-polemisty są kamieniem obrazy.
Jeden tekst - jeden wątek. Takie smutne przykazanie na te dziwne czasy.

0 koment.:

  © Blogger templates Newspaper by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP