Numerowane strony

Psyche i soma jak po egzaminie na studiach

19 października 2007

...czyli popołudnie po spotkaniu z nie najłatwiejszym rozmówcą. Z pozoru spotkanie-marzenie: postać medialna, elokwentna, bywała w świecie. Rozmowa powinna sama nieść.
W zasadzie niosła, ale w powietrzu wisiała przez długi czas atmosfera wzajemnego ''macania sie'', badania z kim sie ma do czynienia. I- dalibóg - nie ja tę atmosferę wzbudzałem, bo po co? Żeby sobie skwasić połowę z nędznej godziny wyznaczonej mi na rozmowę?
Mój gość*) ma chyba taki odruch, że sprawdza. Wyniósł go ze środowiska, w które wdepnął. W efekcie zamiast rozmowy partnerów wyszła taka trochę 12-rundowa walka bokserska. Przez pierwsze sześć rund zawodnicy trochę niby tam boksowali ale bardziej uważali, by się nie dać trafić.


Teraz jestem po i czuję się właśnie jak po ważnym (czytaj - ostatecznym, poprawkowym) egzaminie: chce mi się spać, jestem rozbity. Nie dość, że rozmówca wpędził mnie w stan podwyższonej koncentracji, to sam też się zawczasu mobilizowałem, starannie przygotowywałem, szukałem w jego liczącej 370 stron opowieści-rzece niegłupich punktów zaczepienia do rozmowy.

A odpytywany na powitanie serwuje mi nonszalanckie: ''i jak, przejrzał pan książkę?''.
No, żesz ty...


------
*) Optuję twardo za określeniem gość, bo skoro na zakończenie rozmówca wstaje, funduje mi grabę, zgarnia swe rzeczy i pokazując na opróżnione naczynia rzuca: ''postawi mi pan tę herbatę?" - to chyba go ugościłem, prawda?


0 koment.:

  © Blogger templates Newspaper by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP